|
TRZEBA WYCIĄGNĄĆ WNIOSKI Z TRAGEDII W AFGANISTANIE
W prowincji Ghazni w Afganistanie zginęło wczoraj, w wyniku wybuchu miny-pułapki, pięciu żołnierzy-członków polskiego 2,5-tysięcznego kontyngentu wojskowego, uczestniczących w operacji NATO w kraju Hindukuszu. Sejm oddał już hołd pamięci szeregowego Krystiana Banacha, starszego kaprala Piotra Ciesielskiego oraz starszych szeregowych: Łukasza Krawca, Marcina Szczurowskiego i Marka Tomali z 20. brygady zmechanizowanej w Bartoszycach. Wszyscy pochodzili z Warmii i Mazur, które mam honor reprezentować w naszym parlamencie od dwóch dekad.
Ta największa tragedia w historii polskich misji wojskowych (w Afganistanie w ciągu 10 lat naszego zaangażowania zginęło 36 Polaków, czyli więcej niż w Iraku) wymaga wyciągnięcia właściwych wniosków. Tym bardziej, iż sytuacja na zachód od Linii Duranda bardzo się zaostrza, a władze w Kabulu nadal nie kontrolują większości kraju. Szacuje się, iż talibowie, walcząc z ok. 130-tysięcznymi obecnie oddziałami Sojuszu Północno-atlantyckiego, np. podkładają co roku ok. 8 tys. coraz bardziej udoskonalanych ładunków wybuchowych. Zmiana taktyki militarnej nie przynosi znaczących efektów Wciąż przy tym Afganistan jest największym w skali światowej producentem „twardych” narkotyków.
Senator Bogdan Klich powiedział, że to krwawy prezent bożonarodzeniowy od talibów i dodał, iż jeśli wycofamy się z Afganistanu przed uzgodnionym z sojusznikami terminem 2014 roku, to spełnimy ich oczekiwania. To nie pierwsza wielce kontrowersyjna opinia bardzo kontrowersyj-nego byłego ministra obrony narodowej. Przed rokiem wypowiedział kuriozalne słowa: ”Nie ma takiego poligonu w kraju, na którym można by było wojsko ćwiczyć tak, jak to było w Iraku, a teraz w Afganistanie”. Pomyliły Mu się poligony w Orzyszu, Drawsku Pomorskim czy Bemowie Piskim z niepodległymi państwami.
Operacja w Afganistanie, rozpoczęta na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, a później przekształcona w misję NATO o czym naturalnie należy pamiętać, zmierzała do podcięcia korzeni międzynarodowego terroryzmu, którego rolę uświadomiono sobie należycie dopiero we wrześniu 2001r. Jednakże, mimo udziału żołnierzy z prawie 50 państw i ogromnych nakładów finansowych, nie odniesiono oczekiwanych sukcesów. Międzynarodowe Siły Wspierania Bezpieczeństwa (ISAF), a zwłaszcza Amerykanie nie wyciągali do niedawna wniosków z błędów popełnionych przez Armię Czerwoną w ciągu 9 lat okupacji kraju Hindukuszu. Stawiano niemal wyłącznie na rozwiązania militarne, minimalizując kwestie społeczno-gospodarcze i nieodzownego kompromisu politycznego, przynajmniej z umiarkowaną częścią afgańskich talibów. Dobrze, że administracja prezydenta Obamy podjęła w ostatnim czasie takie ( tajne) rozmowy, m.in. na terytorium Niemiec. Wpłynęła też na to nowa sytuacja w regionie Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz śmierć przywódcy Al. Kaidy Usamy bin Ladina.
W Afganistanie-nazywanym przez Karola Marksa „Polską Wschodu”, i znanym mi nieźle z autopsji jeszcze z czasów przed wkroczeniem tam wojsk radzieckich- przegrali w historii wszyscy cudzoziemcy. Aleksander Wielki, Brytyjczycy (trzy wojny), ZSRR, a teraz operacja międzynarodowa Zachodu także znajduje się w ślepym zaułku. Bronisław Komorowski w toku swej kampanii prezydenckiej zapowiadał wycofanie, w porozumieniu z sojusznikami, polskich żołnierzy w stosunkowo krótkiej perspektywie .Szkoda, iż później zmienił zdanie. Nie wystarczy samo formalne przekształcenie charakteru misji z bojowej na szkoleniową (w stosunku do Afgańczyków) i zwiększenie skromnych nakładów na pomoc rozwojową. Ani też zmniejszenie o stu żołnierzy obecnej zmiany naszego kontyngentu.. Przykład Kanady oraz decyzji przygotowywanych przez inne państwa powinien dać do myślenia. Nie wchodzę w tym miejscu w to, czy w końcu 2014 r. ekipa prezydenta Hamida Karzaja będzie zdolna do przejęcia odpowiedzialności za własny kraj.
Do końca tego roku USA, zgodnie z decyzją Baracka Obamy z czerwca 2011r. wycofają 10 tys. żołnierzy,. Francuzi 500, a Niemcy w ciągu najbliższego roku-tysiąc. Powinniśmy to wziąć pod uwagę. Tymczasem rząd kładzie raczej akcent - sądząc po rezultatach specjalnej konferencji międzynarodowej w Warszawie z końca października b.r.- na uczenie się Afgańczyków procesu transformacji od Polaków. Nie można tego zupełnie lekceważyć, choć to teza wielce kontrowersyjna, ze względu na brak podstawowych analogii, ale pamiętajmy o proporcjach. Ponadto mówienie teraz- skądinąd trafne-o błędzie, popełnionym przez Polskę, polegającym na wzięciu na siebie odpowiedzialności za całą (jedną spośród 34) prowincję Ghazni, jak czyni to szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisław Koziej, to już przysłowiowa „musztarda po obiedzie”. Realistyczne byłoby w sumie wycofanie się Polaków z Afganistanu do końca przyszłego roku.
W końcu lat 20. ubiegłego wieku przyjechał do Polski reformatorski monarcha afgański Amanullah. W prezencie od naszych władz otrzymał lokomotywę. Tyle że w Afganistanie do dziś nie ma nawet kilometra linii kolejowej, stąd stoi ona pod Kabulem na maleńkim odcinku specjalnie ustawionych szyn. Wykażmy się większą mądrością niż ówcześnie Józef Piłsudski! |